Fujara z Mościsk kontra frajer z Grójca

Władysław Kopaliński pisze, że tradycja kpin z mieszkańców pewnych miejscowości i mieszkańców pewnych okolic jako głupców i tępaków jest prastara – już Grecy wyśmiewali Abderytów, i to pomimo faktu, że pochodziły stamtąd takie sławy jak Protagoras czy Demokryt W Polsce złośliwości pod adresem miasteczek zaczęły powstawać mniej więcej w XVI wieku i szybko zyskały sobie popularność. „Głupie miasteczka” zmieniały się jak w kalejdoskopie, wszystko zależało od aktualnych lokalnych animozji lub pojedynczych przykładów braku ogłady i inteligencji.

Przykładem miejscowości przysłowiowych głupców jest Osiek, szczęśliwie w Polsce jest ich aż kilkanaście i nie sposób dojść, o który chodzi. W XVI wieku miejscowy kowal popełnił zabójstwo, karane oczywiście śmiercią, jednak był on w mieście tylko jeden, dlatego sąd miejski wydał wyrok… na jednego z dwóch ślusarzy. Inna anegdota głosi, że kiedy sąd wydał krzywdzący wyrok na miasto, do Krakowa udała się delegacja osiecka, a nie mogąc uzyskać audiencji u samego króla, za radą błazna królewskiego zakupiła w wielu kościołach na jedną godzinę mszę za umarłą w Osieku sprawiedliwość. Dopiero wtedy król usłyszał o sprawie i wydał sprawiedliwy wyrok.

Z kolei historia „zapóźnienia” mieszkańców Pińczowa wiąże się z górującą nad miejscowością Górą Świętej Anny, która osłania miasto od strony południowo – wschodniej. W ten sposób słońce wstaje nad Pińczowem później niż w sąsiednich grodach, dlatego jeszcze do niedawna mawiało się „w Pińczowie dnieje!” (stwierdzenie typu „rychło w czas”) albo „jak długo mam na ciebie czekać?”. I choć miasteczko słynęło też kiedyś z wyrobu słonych serów i  najnowocześniejszej w Polsce łaźni z natryskami, to w polszczyźnie przetrwało przede wszystkim jako synonim zapóźnionej prowincji.

Osobną kategorię wdzięcznych żartów stanowiła „francuskość” małych miejscowości i ich mieszkańców. Cecha ta stanowiła synonim mody, elegancji, jak również wzorowych manier i europejskiego charakteru. Według przysłów i powiedzeń ośrodkiem francuszczyzny w Polsce miała być miejscowość Mokotów (w 1916 roku przyłączona do Warszawy jako jedna z dzielnic). Francuskie miano (mon coteau to „moje wzgórze”) nadała miejscowości jej ówczesna, osiemnastowieczna właścicielka, Izabela Lubomirska. Na jej zamówienie powstały również pałac i ogród w stylu francuskim, wiązało się to oczywiście ze sprowadzeniem rzeszy specjalistów znad Loary. Stąd właśnie takie epitety jak elegant z Mokotowa lub Francuz z Mokotowa – żartobliwe określenie mieszkańców miejscowości aspirujących do miana światowych. Pozytywnym wyjątkiem na mapie prowincjonalnej elegancji jest wielkopolska Mosina, która dobre słowo zawdzięcza pamiętnikom Jana Chryzostoma Paska. Jego zimujący w Mosinie oddział został przez miejscowych krawców obszyty w nowe eleganckie mundury krojone na modę szwedzką i kiedy zjawił się na wiosnę na koncentrację wojsk królewskich od razu zyskał imię „elegantów z Mosiny”. Przysłowie przetrwało do dziś, a pamięć o nim jest kultywowana do tego stopnia, że w miejscowości niedawno stanął pomnik Eleganta z Mosiny.

Od XVI wieku sławę wśród szlachty zyskał sobie podlubelski Babin  z dworem Pszonków. Wszystko przez założoną tam przez Stanisława Pszonkę i Piotra Kaszowskiego Rzeczpospolitą Babińską. Ponad stulecie stanowiła ona ośrodek prześmiewczej twórczości literackiej, karykaturalne państwo nadające fikcyjne tytuły podczas wielkich hulanek. Imprezowali tam m.in. Jan Kochanowski, Mikołaj Rej, Mikołaj Sęp Szarzyński, Jan Andrzej Morsztyn… Z powodu licznych pijatyk niebezpodstawnie mawiano o hulace i kłamcy „babiński dygnitarz”, o samej pijatyce „babiński obiad”, a tchórza obdarzano epitetem „rycerz z babińskiej wyprawy”. W XVII wieku podobnej reputacji doczekał się świętokrzyski Waśniów, o którym pisze Wespazjan Kochowski: „Toć fraszka Sparta i Rzym, fraszka Wenetowie/ Gdy żyć może wesoło i w naszym Waśniowie/ Darmo do Noremberku tłuc się w obce kraje/ Kiedy Waśniów złoty wiek i rząd dobry daje.”

Izraelici też mieli swoich małomiasteczkowych, rzekomo pozbawionych rozumu, mieszkańców sztetli, zgodnie z żydowskim przysłowiem: „Każde miasto ma swojego głupca”. Tak zwani „mędrcy z Chełma” zyskali sobie wątpliwą sławę dzięki opowieściom spisanym przez noblistę, Isaaca Bashevisa Singera. Pojawiają się w nich takie postaci, jak Gronam Wół, Trejtel Głupek, Sender Osioł, Szmendryk Dureń, Cajnwel Fujara i Lekisz Kiep. Kiedy tego pierwszego, przewodniczącego żydowskiej rady, uderza konający w drgawkach odłowiony karp, rada postanawia go surowo ukarać. Po pół roku obrad skazuje go na… utopienie.

Obiekt drwin stanowiła też jakość edukacji prowincjonalnej. Nieprzykładającym się do nauki grożono: „Pójdziesz na akademię drybińską/ smorgońską”, bowiem w tych małych białoruskich miasteczkach funkcjonowały szkoły tresury niedźwiedzi, w których kształcono przyszłych niedźwiedników. Jak jeszcze śmiano się kiedyś z mieszkańców małych miejscowości? W polszczyźnie poprzednich wieków pojawiały się takie epitety jak fujara z Mościsk i Modliborzyc czy frajer z Grójca (mawiano nawet: „Nie bądź z Grójca!”). Z kolei nieokrzesanego prowincjusza nazywano szlachcicem spod Rypina. Opowiadano też prześmiewcze legendy, jak o świętokrzyskich Glinianach, w których panował taki bałagan, zamęt i ciemnota, że w biały dzień na środku rynku burmistrza miasteczka pożarły wilki.

Na dłużej zapisał się w polszczyźnie spopularyzowany przez Kornela Makuszyńskiego w „Koziołku Matołku” świętokrzyski Pacanów. Otóż w miasteczku mieszkała podobno rodzina Kozów, której wszyscy członkowie byli kowalami. Jako, że kowal musiał rozpoczynać pracę wcześnie, by przygotować warsztat i rozkuć żelazo, potężne uderzenia o świcie budziły okolicznych mieszkańców, którzy stwierdzali „O, Kozy kują w Pacanowie”. Dlatego ponoć Pacanowianie nie mogli się skupić na pracy umysłowej. Faktem jest, że po Rzeczpospolitej krążyło powiedzenie „w głowie jak w Pacanowie”.

Prawdopodobnie współcześnie najwięcej powodów do śmiechu dostarcza świętokrzyski Wąchock. Wąchocczanie i ich sołtys doczekali się kilku tomików dowcipów, w większości zbudowanych według schematu „pytanie – odpowiedź”. Istnieją koncepcje wskazujące na ponad stuletnią ich tradycję, jednak bardziej prawdopodobnym czasem ich powstania jest okres PRL – jedna z teorii głosi, że żarty były propagandowo rozpuszczane przez władze, by ośmieszyć znane z patriotyzmu miasteczko. Z kolei Danuta Ramiączek, wieloletnia przewodniczka po ziemi świętokrzyskiej, uważa iż zaniedbany Wąchock miał stanowić żartobliwą przeciwwagę dla prężnie rozwijających się Starachowic. Dziś żarty z Wąchocczan odchodzą do lamusa i mieszkańcy sami starają się ratować tradycję. Mimo że w roku  1994 miejscowość odzyskała prawa miejskie i stanowisko sołtysa zostało zastąpione posadą burmistrza, Towarzystwo Przyjaciół Wąchocka wymyśliło postać wybieranego co kilka lat Honorowego Sołtysa Wąchocka, któremu postawiono pomnik. Od marca 2012, wyboru Marka Samsonowskiego na to stanowisko, działa Kapela Sołtysa z Wąchocka. Nieliczne osoby podchodzą do tej tradycji z rezerwą, wśród nich Bożena Markiewicz, była burmistrzyni Wąchocka, która stwierdza, iż „to miasto ma wspaniałą historię, ma się czym pochwalić oprócz dowcipów.” I oprócz najdłuższego w Polsce mostu, budowanego wzdłuż rzeki.

Link do mapki

Skomentuj!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s